Po rozstaniu się Legii Warszawa ze Stanisławem Czerczesowem końcem maja tego roku, typy bukmacherskie prześcigały się w podawaniu kolejnych potencjalnych następców. Wymieniane były nazwiska ukraińskich szkoleniowców Myrona Markiewicza i Siergieja Rebrowa, ale od początku faworytem do objęcia schedy po Czerczesowie był Albańczyk Besnik Hasi – były trener Anderlechtu Bruksela. Na taką właśnie opcję ostatecznie zdecydowali się szefowie Legii, choć jak pokazała historia, szybko jej pożałowali…

Od początku skonfliktowany

Mówiło się, że gorącym orędownikiem sprowadzenia Hasiego do warszawy był Michał Żewłakow – dyrektor sportowy stołecznego klubu, który znał Albańczyka jeszcze z czasów wspólnej gry w Belgii. Eksperci zastanawiali się czy kolejny zagraniczny szkoleniowiec jest Legii potrzebny, czego odzwierciedlenie widzieliśmy w dotyczących tego typach bukmacherskich. Hasi wydawał się jednak stworzony do tej roli – stosunkowo młody, dobrze wyszkolony, z dobrym warsztatem, potrafiący w razie potrzeby trzymać szatnię twarda ręką. W Anderlechcie spisał się nie najgorzej, jednak wyniki w sezonie 2015/2016 nie zadowoliły szefów belgijskiego klubu, w związku z czym zadecydowani oni o rozstaniu się z Albańczykiem, który od tej pory był dostępny za darmo. Ten fakt wykorzystali właśnie włodarze Legii.

Hasi rozpoczął pracę od mocnego uderzenia. Niezadowolony z wyników pierwszych ligowych spotkań zadecydował o przesunięciu do zespołu rezerw Jakuba Rzeźniczaka, Tomasza Brzyskiego i Stojana Vranješa, oskarżonych o brak zaangażowania na boisku. Szczególnie banicja tego pierwszego mocno poruszyła środowisko kibicowskie, gdyż był on jednym z najdłużej grających w Legii zawodników, w niektórych meczach nawet jako kapitan, który zwykle nie schodził poniżej pewnego poziomu. Szefostwo Legii stanęło jednak murem za trenerem, zapewniając o pełnym wsparciu jego decyzji, zwłaszcza w obliczu tak słabej gry, wymagającej dokonania małej rewolucji w szatni.

Niespłacony kredyt zaufania

Jednak czas mijał, Hasi robił swoje, a wyniki wciąż nie przychodziły, Mało tego, styl gry Legii wciąż pozostawał bardzo wiele do życzenia. Gdyby nie niezawodny Nemenja Nikolić warszawianie prawdopodobnie nie wymęczyliby awansu do Lig Mistrzów, a ich pozycja w lidze byłaby jeszcze gorsza (choć wiele niżej spaść się już nie dało). W końcu nie tylko kibice, ale też włodarze klubu zaczęli tracić cierpliwość i domagać się spłacenia kredytu zaufania, jakim obdarzyli Hasiego. Tym bardziej, że zrealizowano wiele z jego autorskich transferów – Thibault Moulin, Steeven Langil, Vadis Odjidia-Ofoe oraz sprowadzony nieco później Waleri Kazaiszwili, mieli okazać się natychmiastowym wzmocnieniem dla Legii.

Prawda okazała się jednak brutalna dla albańskiego szkoleniowca. Odjidia-Ofoe przyjechał do Legii z wyraźną nadwagą (będącą zapewne efektem jego dłuższego rozbratu z piłką, spowodowanego kontuzją), przez co w ogóle nie przypominał piłkarza, który parę lat temu kosztował 5 milionów euro. Langil na skrzydle robił dużo bezproduktywnego wiatru, a Moulin błysnął na początku, po czym dostosował się poziomem do bardzo przeciętnie grających parterów. Wszyscy Ci zawodnicy plus Kazaiszwili (który przyjechał do klubu 3 dni przed meczem Lig Mistrzów, po czym w atmosferze ogólnego zdziwienia zagrał w nim w pierwszym składzie) zawiedli na całej linii w spotkaniu z Borussią Dortmund, co okazało się gwoździem do trumny młodego szkoleniowca. Bogusław Leśnodorski był tak niezadowolony z rezultatu, że zanim porozmawiał z Basnikiem Hasim osobiście, zwolnił go na… twitterze. Albańczyk miał jednak na tyle klasy, by wraz ze swoim sztabem szkoleniowym zrzec się połowy kwoty przysługującej im jako odprawa.

Zgodnie z większością typów bukmacherskich Hasiego zastąpił Jacek Magiera, który kilka miesięcy wcześniej odszedł z Legii w mało przyjaznych okolicznościach. Pozostaje mieć nadzieję, ze znający doskonale szatnię warszawskiego zespołu trener tchnie w zawodników nowego ducha i powalczą oni jeszcze o najwyższe cele – zarówno w Ekstraklasie, jak i na europejskich boiskach.

Artykuł powstał przy współpracy ze Sportowy Ring.

Oceń artykuł